Józio i Rózia, czyli Klaudia i Julia o występie w "Dziadach cz. II"
Dodane przez Anita dnia Listopad 05 2019 08:10:36

Pod koniec siódmej klasy na języku polskim omawialiśmy z naszym polonistą panem Łukaszem Janurą "Dziady cz. II" Adama Mickiewicza. Zaświtała wówczas myśl, że dobrze byłoby wystawić je na naszej kobylińskiej scenie przy okazji Zaduszek. Jednocześnie pojawiły się wątpliwości: utwór wymyślony 200 lat temu – archaiczny język, tekst pisany wierszem, ludyczność – kto to zrozumie?! Postanowiliśmy jednak spróbować i 3 listopada tego roku wystąpiliśmy przed szeroko pojętą kobylińską publicznością .

W przygotowania włożyliśmy wiele wysiłku i pracy. Mimo tego i tak towarzyszył nam lęk, ponieważ nie spodziewaliśmy się, że utwór jest aż tak trudny do odegrania. W przedstawieniu brała udział niemal cała nasza klasa (8a)  wraz z kilkoma uczniami z klas 8c i 8b.


Treść rozszerzona

Pod koniec siódmej klasy na języku polskim omawialiśmy z naszym polonistą panem Łukaszem Janurą "Dziady cz. II" Adama Mickiewicza. Zaświtała wówczas myśl, że dobrze byłoby wystawić je na naszej kobylińskiej scenie przy okazji Zaduszek. Jednocześnie pojawiły się wątpliwości: utwór wymyślony 200 lat temu – archaiczny język, tekst pisany wierszem, ludyczność – kto to zrozumie?! Postanowiliśmy jednak spróbować i 3 listopada tego roku wystąpiliśmy przed szeroko pojętą kobylińską publicznością .

W przygotowania włożyliśmy wiele wysiłku i pracy. Mimo tego i tak towarzyszył nam lęk, ponieważ nie spodziewaliśmy się, że utwór jest aż tak trudny do odegrania. W przedstawieniu brała udział niemal cała nasza klasa (8a)  wraz z kilkoma uczniami z klas 8c i 8b.

Odgrywałyśmy rolę pierwszych zjaw – Józia i Rózi. Byłyśmy również suflerami. Bardzo się stresowałyśmy, ponieważ wszystkie miejsca na sali były zajęte. Dodatkowo jedna z nas miała podwójne wyzwanie, gdyż grała rolę męską. Przed wejściem na scenę miałyśmy wiele obaw. Jedną z nich były rekwizyty znajdujące się na scenie, m.in. świeczki, których było bardzo dużo. Strącenie chociażby jednej z nich mogłoby wywołać ogromne zamieszanie. Uspokojenia trudno też było szukać patrząc na kostuchę z kosą, czy prawdziwą trumnę z niedomkniętym wiekiem, spod którego próbowało się wydostać światło.

Gdy nadszedł czas naszego wejścia na scenę cały stres opadł na deski, a my skupiłyśmy się tylko i wyłącznie na naszych rolach. Wczułyśmy się w nie do tego stopnia, że zapomniałyśmy o sali pełnej widzów.

Całe przedstawienie opierało się na pracy zespołowej. Pomyłka jednego z aktorów mogłaby zepsuć  inscenizację. Każdy jednak przygotował się sumiennie i wszystko wyszło tak, jak powinno. Byłyśmy szczęśliwe i zadowolone. Niektóre role wymagały dużego  poświęcenia i nauki, gdyż były bardzo długie. Najwięcej tekstu do zapamiętania miał jeden z głównych aktorów – Kamil Brdys grający rolę Guślarza. Nauczył się jej bezbłędnie, za co był podziwiany nie tylko przez widownię, ale i przez innych aktorów. Spytany, jak długo uczył się tekstu odpowiedział: „Przygotowywałem się do przedstawienia ponad tydzień. Największą trudność sprawiały mi archaizmy i nieregularne rymy”.

Kilka pytań zadałyśmy także Lucjanowi Maćkowiakowi, który odgrywał najmroczniejszy charakter – widmo okrutnego Pana. Mówił on: „Bardzo ciężko było mi wczuć się w tę rolę, gdyż było to odstępstwo od mojego naturalnego zachowania. Ogromną trudność sprawiał mi również ruch sceniczny”.

Nasza inscenizacja spodobała się widzom i zyskała wiele dobrych opinii. Publiczność nagrodziła nas gromkimi brawami i ciepłymi słowami. Niektórzy nawet zrobili sobie z nami zdjęcie. Fotografie i nam przez lata będą pewnie przypominać, że w podstawówce byliśmy niezłymi aktorami.

Klaudia Wachowiak i Julia Jarka

Zdjęcia dostępne w dziale "GALERIA" lub tutaj!